Cześć wszystkim RAKieto – wspieraczom <3 Dzisiaj będzie krótko i zwięźle 😉 Doceniam ostatnio weekendy i te dni, które w całości spędzamy razem. Jest w nich jakaś magia. Taka dzięki, której pobudki o 7 rano to żadna wielka rzecz. Wspólne śniadanie staje się wykwintną kolacją w restauracji, nawet gdy oznacza wmuszenie w…

Cześć wszystkim RAKieto – wspieraczom <3 Dzisiaj miało być o czymś innym, o czymś dla mnie trudnym, tym chciałam się z Wami podzielić, ale na to przyjdzie pora. Nie planowałam tego postu, bo chciałam ten dzień zachować dla siebie, ale wnioski są za piękne, żeby się tym nie podzielić. Chcę Wam…

Cześć wszystkim RAKieto – wspieraczom <3 Poopowiadam odrobinę tym z Was, którzy mnie nie znali sprzed choroby. Zawsze byłam żywiołowa, a dookoła mnie wiele się działo. Czasem może aż za dużo. Pełno mnie było wszędzie. Może komuś z mojego otoczenia to przeszkadzało, ale większość zarażałam tą przebojowością. Nagle pojawił się on…

Cześć wszystkim RAKieto-wspieraczom <3 Ja wiem, że pora nie ta, że większość z Was jest już w piżamach, ale skoro Was „mam” i jesteście moim dobrem to muszę Wam się pochwalić. Ja najbardziej bojący się igieł człowiek świata zrobiłam sobie zastrzyk! SAMA! (co z tego, że najpierw gadałam do strzykawki, potem…

Cześć wszystkim RAKieto-wspieraczom <3 Każdy w swoim życiu przeszedł zawirowania, te miłosne również. Z jakiś powodów związki się rozpadały, ale próbowało się nadal znaleźć TĘ osobę, z którą przejdzie się przez życie.. Mój S (mój Mąż) jest tą osobą. Jestem mu wdzięczna za każdą odkręconą butelkę wody, przygotowaną koło łóżka przed…

Cześć wszystkim RAKieto wspieraczom! ❤ Dzisiaj jest ten dzień, w którym razem z moim największym wsparciem (moim Mężem) jedziemy stoczyć kolejną walkę z panem na gapę. Jedziemy na chemię. Pfu! Nie! Jedziemy (jak to powiedziała Osoba mi bardzo bliska, która kiedyś straciłam,a teraz jest obok i tak bardzo mnie wspiera) jadę…

Cześć wszystkim RAKieto-wspieraczom <3 Nikt nie jest gotowy na chorobę, nikt na nią nie czeka jak na najpiękniejszy prezent. Pewnie dlatego, że choroba wywołuje u nas wiele negatywnych myśli. Kojarzy nam się od razu z cierpieniem i bólem. Tak jest, nie ma co oszukiwać, że jest inaczej. Przecież ból nieraz jest…

Zachorowałam. Czy nagle? Nie wiem. Przecież przyszłam na izbę przyjęć, bo bolały mnie stawy, miałam kostki i stopy jak arbuzy, a dodatkowo od miesiąca nie pomagały antybiotyki na kaszel i zapalenie zatok. Nagle nie miałam nosa tylko wielkiego kartofla czy jak kto woli ziemniora. Wiedziałam czego się spodziewać, przecież choruję…