Cześć Wszystkim RAKieto – Wspieraczom 

Wiem, że ten post pomoże wielu osobom, wyprostuje różne myśli, pomoże zrozumieć to co do tej pory nie dawało spokoju. Pomoże spojrzeć na chorobę i cierpienie nie jako „skaranie boskie”, a lekcję pięknej lecz dla niektórych trudnej Miłości.

Jak zachorowałam osobiście nie miałam myśli typu „dlaczego ja?”, „dlaczego teraz?” – te pytania „dlaczego” można by mnożyć i mnożyć. Jednak w moim otoczeniu pojawiały się takie dręczące pytania. Jednym z nich było to: „dlaczego zachorowałam przecież chodziłam do Kościoła i gdzie teraz jest jej Bóg, przecież cierpi, przecież dopiero wyszła za mąż, przecież całe życie przed nią”.

Kochani, pragnę właśnie teraz podzielić się z Wami moim świadectwem. Ja wcale nie czułam się skrzywdzona przez Boga, nie czułam, że On mnie opuścił. Wręcz przeciwnie – ja z całego serca wierzę w to, że w całej mojej chorobie, całym moim cierpieniu to właśnie Bóg był ze mną, ramię w ramię. Cierpiał razem ze mną, razem ze mną płakał. Kochani, bo ja wierzę w Boga, który jest moim najlepszym przyjacielem, bez względu na wszystko, który mnie nie odtrąci nawet jakbym pobłądziła. Dla mnie Bóg nie jest starszym panem, który siedzi na chmurce i wytyka palcem błędy. Ja wierzę w Boga, który stoi z otwartymi ramionami, ociera łzy i przytula do serca. To On podsyłał mi tych dobrych ludzi, którzy byli ze mną w tak trudnych momentach mojego życia. Nie zostawił mnie samej sobie. Dał mi niesamowicie dobrego i pełnego zrozumienia Męża. Ja wierzę, że ja na moją chorobę zostałam najlepiej jak się tylko dało przygotowana. Nie pisałam nigdy wcześniej o tym, ale przed diagnozą jak leżałam w szpitalu z obustronnym zapaleniem płuc i czekałam na bronchoskopię (takie badanie pod narkozą) bardzo się bałam. Nie było to moje pierwsze badanie, jednak się bałam, tak po ludzku. Badanie miało być rano, ja musiałam być na czczo. Jednak nikt po mnie nie przychodził. Godziny mijały, mój strach rósł w siłę, a ja modliłam się z ogromną żarliwością, żebym dała radę. Prosiłam Boga, żeby mi pomógł, bo tak bardzo się boję i w tym momencie przyszedł do mojej sali Ksiądz z Panem Jezusem. Znacie mnie już trochę więc wiecie jak to się skończyło – łzy płynęły mi strumieniem, ale właśnie wtedy poczułam, że nie zostałam sama. Poczułam się silniejsza, a potem okazało się, że mój zabieg został przesunięty na następny dzień. Jednak ja byłam wewnętrznie silniejsza. Kiedy drugiego dnia wybudziłam się na sali pooperacyjnej i otworzyłam oczy widziałam tego samego Księdza i miałam poczucie, że Bóg przyszedł sprawdzić czy wszystko jest dobrze. Byłam wtedy słaba, nawet bardzo, miałam bardzo płytki oddech, więc ciągle przychodziły do mnie pielęgniarki sprawdzać jak się czuję. Jak czekałam na swoją pierwszą w życiu porcję kropelek życia (chemioterapię) płakałam jak bóbr, bałam się strasznie i właśnie wtedy przyszedł do Sali Ksiądz, który potem mnie systematycznie odwiedzał i podarował mi swój różaniec, na którym do tej pory się modlę. Czasem spotykamy się przypadkiem na mieście bądź w Kościele. Jak przygotowywaliśmy się do Sakramentu Małżeństwa poznaliśmy cudownego Księdza, który przez całe leczenie odwiedzał mnie raz w tygodniu, który zorganizował dla Nas Mszę Świętą, w której uczestniczyliśmy tylko we trójkę ze względu na mój stan zdrowia. To była najpiękniejsza Msza Święta, na której byłam kiedykolwiek. Niesamowite przeżycie  Jak okazało się, że jestem chora onkologicznie to właśnie ksiądz Paweł udzielił mi Ostatniego Namaszczenia i złamał stereotyp, że tego Sakramentu udziela się człowiekowi na łożu śmierci.

Czy znając te wszystkie szczegóły naprawdę jesteście w stanie powiedzieć bądź pomyśleć, że ja zostałam z tym wszystkim sama? Kochani, przecież Wy sami się za mnie modliliście i otaczaliście mnie troską.

Choroba dała mi dużo, wzmocniła moją wiarę, pomogła znaleźć wewnętrzną siłę do walki i oswoiła ze śmiercią, której już się nie boję. Właśnie dlatego pragnę żyć tu i teraz, biorąc życie takim jakie jest i ciesząc się nim ze wszystkich sił.

Mam wielką nadzieję, że łatwiej będzie Wam teraz spojrzeć na chorobę 

Ściskam Was mocno Moi RAKieto – Wspieracze 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *