Diagnoza

Zachorowałam. Czy nagle? Nie wiem. Przecież przyszłam na izbę przyjęć, bo bolały mnie stawy, miałam kostki i stopy jak arbuzy, a dodatkowo od miesiąca nie pomagały antybiotyki na kaszel i zapalenie zatok. Nagle nie miałam nosa tylko wielkiego kartofla czy jak kto woli ziemniora. Wiedziałam czego się spodziewać, przecież choruję na sarkoidozę, nasiliła się i stąd te wszystkie objawy. Były badania, biopsja węzła chłonnego z szyi i z nosa, kolejna bronchoskopia i wypis do domu. Był kolejny antybiotyk, który zaczął działać, w końcu widziałam swoje nogi, tęskniłam za takim ich wyglądem. Byłam w domu, oczekując na wyniki biopsji. Był piątek, 20.01, imieniny mojego Męża. Nie tak to miało wyglądać, miało być wspólne świętowanie, a tutaj telefon ze szpitala „Proszę przyjechać do szpitala, są wyniki. Z Mężem proszę przyjechać”. Już wiedziałam, że to nie będą dobre wieści. Taki prezent otrzymaliśmy na imieniny – chłoniaka Hodgkina. Teraz nie ma Naszej dwójki. Jesteśmy trójką, z której ta trzecia część nie była proszona. Pamiętam tę szpitalną stołówkę, to morze łez i tę straszną obawę, że ja nie chcę umierać, ja chcę żyć. Potem było mnóstwo myśli, jakby kot bawił się w mojej głowie i rozplątywał wełnianą kulkę. Kłębiące się myśli toczyły łzy. Byłam taka bezbronna, że aż niezdolna do normalnego funkcjonowania. Poukładanie tego całego bałaganu trwało sporo, ale się udało. Czasem niepostrzeżenie jakaś szuflada w głowie się otworzy robiąc zamieszanie, ale już potrafię sobie z tym poradzić. Diagnoza nie dotyczyła tylko mnie, dotknęła mojego Męża i trzeba było przekazać ją najbliższym. To była trudna misja, w gardle urosła wielka gruszka, która nie pozwalała wydobyć z siebie głosu, a łzy komunikowały, że to co chce się powiedzieć nie będzie łatwe. Na początku przygody z chłoniakiem było dużo łez, wiele obaw i niezrozumienia, ale rodzina to siła.
Przedstawię się, przepraszam, że na koniec. Mam na imię Kasia, mam 27 lat, cudownego Męża, rodzinę i najbliższych. Mam chłoniaka, którego pokonam i będzie on tylko złym wspomnieniem. Mam też wielką nadzieję, że wpisy przyniosą komuś ulgę. Chociaż jednej osobie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *